POWRÓT 

Dzień szósty – 4 kwietnia

MATSUMOTO

 
     
 

Dziś wyruszyliśmy z Tokio w dalszą podróż.

Matsumoto to miasto położone w pobliżu Alp Japońskich – liczy ok. 220 tysięcy mieszkańców.

 
     
   
     
   
     
   
     
 

W czerwcu odbywa się tu „Frog Festival” – święto niewiadomego celu i pochodzenia, w każdym razie miasto ogarnia żabie szaleństwo.

https://a1.cdn.japantravel.com/photo/29526-149777/600x400/nagano-matsumoto-s-annual-frog-festival-149777.jpg

 
     
   
     
 

Matsumoto znane jest przede wszystkim z zamku zwanego „Zamkiem Kruków” (albo Wron – źródła nie są zgodne :)), który jest jednym z nielicznych ocalałych przed pożarami i zniszczeniami, czyli całkowicie oryginalnym, a w dodatku rzadko spotykanym „czarnym zamkiem” i podobno obecnie najstarszym.

 
     
   
     
   
     
 

Niewątpliwie jest też zamkiem bardzo fotogenicznym.

 
     
 
 
     
   
     
 

Schody wewnątrz niewiele się różnią od drabin.

 
     
   
     
 

Wnętrze jest... powiedzmy ascetyczne – za to widoki na wszystkie strony wspaniałe.

 
     
   
     
   
     
 

Ta para to „dekoracja” do zdjęć dla turystów.

 
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
 

I tu też ślubne sesje (fot. Marek)

 
     
   
     
 

Nareszcie mieliśmy tu wiśnie w pełnym rozkwicie, ale żeby trochę pomarudzić - białe to nie to co różowe ;)

 
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
 

Następne zdjęcie robiłam stojąc na drugiej stronie ulicy. Przywykłam już, że przechodnie się zatrzymują nie chcąc przeszkodzić i wejść w kadr, ale żeby samochód się zatrzymał...

 
     
   
     
 

Główna handlowa ulica Nakamachi. Charakterystyczne dla miasta są czarnobiałe kratki na parterze elewacji.

 
     
   
     
 

Kurassic-kan. Zespół trzech budynków, najstarszy (ten po lewej) z 1888 roku, przed nim studnia ze źródlaną wodą. Tych ujęć wody bardziej i mniej ozdobnych jest w Matsumoto wiele.

 
     
   
     
 

I konstrukcja dachu wewnątrz.

 
     
   
     
  Warto też patrzeć pod nogi...  
     
   
     
   
     
 

Druga z handlowych ulic – Nawate, również opustoszała. Chcieliśmy właśnie w Matsumoto spróbować makaronu soba, ale jedyny jeszcze czynny lokal miał tylko spaghetti.

 
     
   
     
 

Nad rzeką znaleźliśmy swoje miejsce na hanami

 
     
   
     
 

...i tam spożyliśmy nasze ośmiorniczki, ooops – tzn takoyaki.

 

 
     
   
     
   
     
  A potem powrót na nocleg.