POWRÓT 

Dzień ósmy 6 kwietnia

KYOTO

 

 
     
 

Dwa dni na Kioto to zdecydowanie mało, ale całe planowanie naszej podróży odbywało się pod znakiem „zen” – czyli było sztuką rezygnacji :).

 

Dzień zaczął się od miłej niespodzianki, którą „podrzuciła” nasza przesympatyczna gospodyni.

 
     
   
     
 

W planach mieliśmy Złoty Pawilon czyli Kinkaku-ji, kamienny ogród Ryoan-ji i studio filmowe Toei Kyoto Studio Park.

 

Zaczęliśmy od Złotego Pawilonu, ale świetna pogoda jaka nam do tej pory dopisywała, nie mogła trwać wiecznie.

 
     
   
     
   
     
 

Dotarliśmy nad brzeg stawu ze znanym widokiem....

 
     
   
     
   
     
 

...i wtedy zaczęło padać.

 
     
   
     
 

Jeszcze tylko sesja zdjęciowa Złotego Pawilonu i otoczenia...

 
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
 

...i zmiana planów. Zamiast kontemplowania kamieni i snucia się po planie w deszczu wybieramy się „zaliczyć” Srebrny Pawilon.

Tylko najpierw dobrze coś zjeść. Udaje nam się bez czekania zdobyć stolik w maleńkiej knajpce obok Kinkaku-ji. Z listy dań, których chciałam w Japonii spróbować, wybieramy makaron udon. Tzn coś w rodzaju rosołu z takim makaronem, grubym, mięciutkim. Do środka włożona ryba w tempurze i coś co konsystencją i wygląda przypominało plastik - nie rozszyfrowałam co to takiego, ale było smaczne.

 
     
   
     
 

Autobusem jedziemy niemal na drugi koniec miasta, dodatkowo wybrałam niechcący taki, który jechał drogą okrężną, ale w końcu docieramy na miejsce. Omszałe ogrody wokół tego pawilonu klimatem nawet pasowały do deszczu.

 
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
   
     
  Ginkaku-ji czyli Srebrny Pawilon. Podobno faktycznie miał mieć ściany pokryte srebrem, ale pozostały drewniane.  
     
   
     
   
     
   
     
  I kawałek kamiennego ogrodu też się trafił.  
     
   
     
   
     
 

Na koniec trochę słońca z innego dnia. Słoneczne ogrody na dachu dworca w Kioto.

 

I ogromna hala dworca wewnątrz.